A A A

Znałem Kasprzyka

 

Kasprzyka poznałem dość wcześnie przy okazji jego częstych wizyt w LWD w Łodzi, a i moich wypadów do Warszawy. Opowiadał mi dość zabawne historie z okresu wojny. Otóż Kasprzyk pozostał podczas wojny na terenie Rumunii, gdzie był dobrze znany, jako lwowianin ze swej działalności lotniczej. Tu zaproponowano mu pracę w instytucji nadzoru technicznego. Opowiadał o kłopotach, jakie miał z naszym rodakiem, panem Wojciechem Woyną starym lotnikiem z zamierzchłych czasów awiacji. Pan Woyna także pozostał w Rumunii, a ponieważ w jakiś tajemniczy sposób stał się posiadaczem dokumentacji warsztatowej szybowca Salamandra, rozpoczął więc "działalność gospodarczą", to znaczy budowę tych szybowców. Nie zawsze wszystko bywało widocznie w porządku, skoro powstawały między nimi jakieś techniczne spory.

 

Miał też Kasprzyk kontakt z warsztatami produkującymi nowe skrzydła do RWD. Wytwarzano je przy stosowaniu starych okuć, a klejono nowo wprowadzonym niemieckim płynnym klejem Kaurit.

 

Nagabywany kiedyś przeze mnie Kasprzyk zażartował sobie ujawniając, że cieszył się w królewskiej Rumunii nie lada popularnością, o czym może świadczyć fakt, że w jednej z rumuńskich szkół szybowcowych w pokoju kierownika wisiały na ścianie trzy portrety: Wolfa Hirth'a, Adolfa Hitlera i jego. Jedno jest w każdym razie pewne, że w tym rumuńskim światku lotniczym poruszał się Kasprzyk dość swobodnie, skoro udało mu się powybierać co lepsze samoloty RWD i ewakuować je, a raczej rewindykować do Kraju.

 

O jego fantazji i przebojowości świadczyć może propozycja, jaką uczynił mi w owe lata. Jak już wszyscy czytelnicy wiedzą, mieszkałem tuż obok wytwórni LWD i jej fabrycznego lotniska. Otóż odwiedził mnie kiedyś pan Witold w moim mieszkaniu namawiając z entuzjazmem, abym udał się z nim do Rumunii samolotem RWD 13 celem sprowadzenia upatrzonego przez niego samolotu RWD 8. Mieliśmy wylądować na RWD 13 w majątku jego znajomych, miał nadzieję jeszcze nie rozparcelowanym, gdzie pozostawiłby mnie i samolot, a sam miał się udać dokąś, aby sprowadzić do tego majątku RWD 8. Może to brzmi mało przekonująco teraz, po tylu latach, ale tak to wyglądało. Oniemiałem w pierwszej chwili z wrażenia, gdyż jako urodzony legalista nie mogłem sobie tego ułożyć w głowie, zwłaszcza, że byłem przecież pracownikiem Ministerstwa Komunikacji w jakimś sensie... Zacząłem więc wyrażać swoje wątpliwości. Co do strony formalnej, to jak twierdził, u nich panuje sto razy większy bałagan niż u nas. Co do trasy przelotu, to w grę wchodziła, jako główna, trasa przez przełom Dunajca... On miał już te trasy oblatane, w co nie mogłem wątpić. Przerażała mnie perspektywa tego przełomu, jako że przed wojną brałem udział w takim spływie dunajcowym i pamiętałem, jak się górale nas pytali, czy teraz będzie zakręt w lewo czy w prawo. Oczywiście z tej wyprawy nic nie wyszło, ale muszę przyznać, że później miewałem pewne wyrzuty sumienia, a nawet żałowałem nieco...