A A A

Latające skrzydło

 

Prze­py­cha­liś­my się sa­mo­cho­dem przez za­tło­czo­ne u­li­ce. Seat­le to mia­sto na­der ma­lo­wni­cze. Wciś­nię­te mię­dzy po­strzę­pio­ne brze­gi za­to­ki Pu­get a wo­dy je­zio­ra Wa­szyng­ton, roz­człon­ko­wa­ne jest na wie­le dziel­nic, któ­re dla przy­by­sza sta­no­wią pra­w­dzi­wą a­bra­ka­dab­rę. Mia­stu pa­tro­nu­je po­kry­ta wie­cznym śnie­giem gó­ra Rai­nier, ig­li­ca wie­ży zbu­do­wa­nej z o­kaz­ji nie­da­w­nej mię­dzy­na­ro­do­wej wy­sta­wy o­raz je­den z naj­cie­­kaw­szych na świe­cie mo­stów pon­to­no­wych prze­ci­na­ją­cych je­zio­ro Wa­szyng­ton. Sześć­dzie­się­cio­me­tro­wa głę­bia te­go zbior­ni­ka wo­dy u­nie­moż­li­wi­ła bu­do­wę mo­stu kon­wen­cjo­nal­ne­go. Kil­ku­pas­mo­wa au­to­stra­da bieg­ną­ca po wiel­kich pon­to­nach zna­cznie U­łat­wia ko­mu­ni­ka­cję w mie­ście, ale prze­szka­dza stat­kom peł­no­mor­skim, któ­re dzię­ki sy­s­te­mo­wi śluz wy­do­sta­ją się u je­zio­ra na Pa­cy­fik. Seat­tle jest bo­wiem por­tem o­cea­ni­cznym i po­do­b­nie jak San Fran­cis­co ma roz­bu­do­wa­ne kon­tak­ty z Da­le­kim Wscho­dem. w mie­ście u­de­rza sto­sun­ko­wo du­ża li­czba mie­szkań­ców po­cho­dze­nia az­ja­tyc­kie­go i po­li­ne­zyj­skie­go. Chiń­czy­cy zaś tra­dy­cyj­nie już ma­ją mo­no­pol w Seat­tle na pral­nie i ma­leń­kie jad­ło­daj­nie..

 

Gładych prowadził samochód po zatłoczonych pojazdami ulicach precyzyjnie niczym Thunderbolta nad Niemcy i wkrótce znaleźliśmy się na wielkiej łące, która nie była lotniskiem w całym tego słowa znaczeniu, ale niewątpliwie stanowiła pole wzlotów, o czym świadczyły hangary i kręcące się nad nami sportowe awionetki.

 

Gdy wysiedliśmy z samolotu, Michał niezwłocznie zaczął rozglądać się po niebie. - Jest! Lata. Przypatrz się dobrze. Nic takiego jeszcze w przestworzach nie latało.

 

Spojrzałem we wskazanym kierunku. To, co zobaczyłem, przypominało wszystko tylko nie szybowiec. Na niebie ewolucje wykonywała deska do prasowania skrzyżowana ze szparagiem. - To jest właśnie „latające skrzydło” Kasprzyka, owoc 5 tysięcy godzin pracy chałupniczej w czasie wolnym od zawodowej pracy i co tu gadać - sensacja szybowcowa - informował Michał.

 

Jak sensacja, to sensacja. Zacząłem uważniej przyglądać się dziwadłu, całkowicie pozbawionemu ogona. Latało ono w sposób odmienny od wszystkiego, co kiedykolwiek zdarzyło mi się widzieć nad polskimi szybowiskami. Było coś nieodparcie ptasiego w jego ewolucjach: coś z jastrzębia i jaskółki jednocześnie. Latające skrzydło - marzenie wszystkich konstruktorów lotniczych - latało nad moją głową, kreśląc precyzyjne figury akrobacji lotniczej. - o aerodynamice nie mam zielonego pojęcia, powiedz mi, na czym głównie polegają zalety tego szybowca - pytałem pokornie Michała. - O, tu potrzebny cały wykład. i tak będziesz musiał wysłuchać go po wylądowaniu Kasprzyka. Ten szybowiec może... coo! patrz na ten przewrót!... Może wykonywać figury akrobacji, których nie jest w stanie wykręcić żaden konwencjonalny płatowiec... Zdaje się, że ląduje!

Strony: 1 2 3 Następna »